STOWARZYSZENIE PARCINA WITA I ZAPRASZA!

startParcinagliderszkołaszybowcezasłużeni Grodźczaniemodelarstwo_grodziechistorieBędzinGrodziecluftwronabisszybowisko
Eryk Pohl - Wspomnienia uczestnika kursu pilota z 1942.

"...Skoszarowani byliśmy w budynku kółka rolniczego w Grodźcu..." - wspomina Eryk Pohl - pilot szkolący się w 1942 r. na Parcinie. Do Hitlerjugend został wcielony w 1940 r. i służył w straży pożarnej. Od lat marzył o lataniu na szybowcach. W 1941 r. udało się to marzenie zrealizować. Wraz z niemieckim kolegą trafili na szkolenie teoretyczne odbywające się na lotnisku Muchowiec i tam też odbyli badania lekarskie. Szkolenie szybowcowe Eryk Pohl odbył za wyciągarką, która zastąpiła używane w II RP liny gumowe. "...Po prostu szybowiec wznosił się maksymalnie do jednego metra nad ziemią i leciał prosto parę sekund. Ale czasem bywało inaczej i szybowiec zawijał "cyrkla..." - wspomina pan Eryk. Po zakończeniu miesięcznego kursu p.Eryk Pohl wrócił do swojej jednostki kontynuując szkolenie wojskowe.
W maju 1942 r. Eryk Pohl dostał wezwanie na wyższy kurs szybowcowy II stopnia właśnie na Parcinę. Wspomniane szkolenie odbył w lipcu. W ciągu miesiąca musiał opanować poprawne starty, zakręty, loty po torze esowatym jak i po "ósemce" oraz lądowania pod wierzchołkiem wzgórza. Pan Eryk wspomina, że jego pierwszy lot na Parcinie zakończył się dość pechowo tj. twardym lądowaniem. Szybowiec SG-38 był bardzo czuły na wyważenie, a po odbytym locie przez poprzednika nie poprawiono wyważenia.
E. Pohl wspomina dalej - "...Wstawaliśmy o 6.00 rano, potem zaprawa i wymarsz na Parcinę. Szliśmy wzdłuż ogrodzenia cementowni i potem drogą na Parcinę. Stołówkę mieliśmy w miejscowości zaraz za wzgórzem (chodzi prawdopodobnie o Gródków). Schodziliśmy z hangaru na północnym stoku. Chodziliśmy całym kursem, tj. w 16 osób. W tym czasie mechanicy zajmowali się naszymi szybowcami SG-38. Na ogół wymieniali amortyzator płozy, który był teleskopowy. Po paru twardych lądowaniach tracił on jednak sprężystość..."
"...Po zakończeniu szkolenia na Parcinie zostałem skierowany na kurs dokształcający w Libiążu, który ukończyłem w sierpniu 1942r. W czasie mego kursu na Parcinie pamiętam, że mieszkała tam polska rodzina, która utrzymywała porządek w hangarze i obejściu. W niedzielę nie lataliśmy i mogliśmy jechać do kościoła w Katowicach. Jednak pomimo tego w niedzielę pełniliśmy służbę koło hangaru..."
"...W czasie mego kursu na Parcinie lataliśmy też ze wzgórza z kościołem (chodzi o kościół św. Doroty) doskonale widocznym ze szkoły szybowcowej na Parcinie. Rano przewoziliśmy na wózkach transportowych szybowce w stanie złożonym. Tam je montowano przy naszej pomocy. Loty z tego wzgórza trwały dłużej i dalej się zaleciało..."
Pan Eryk wspomina, iż szkolono ich na pilotów szybowców transportowych. Nic mu nie było wiadomo o szkoleniu na samoloty odrzutowe.
Artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych przez Kazimierza Rauchfleischa.


STRONA ISTNIEJE OD: 07.12.2010