STOWARZYSZENIE PARCINA WITA I ZAPRASZA!

startParcinagliderszkołaszybowcezasłużeni Grodźczaniemodelarstwo_grodziechistorieBędzinGrodziecluftwronabisszybowisko
Historia hangaru - lata 1944 do lutego 1945 roku.

Po zakończeniu okresu szkolenia hangar stal się dla Niemców magazynem na materiały i elementy konstrukcji lotniczych. Szybowce zostały złożone na okres zimowy i były przechowywane w stolarni. Do hangaru trafiły transporty z zakładów lotniczych z Zawiercia tj. z wytwórni HGM Werke, których właścicielem był inż. Meller. Trafiły tam dwie konstrukcje eksperymentalne inż Hansa Mellera - Stormo 3V3 i Stormo 3V1 "Stormer" i "Temperolus". Jednak stwierdzono, że usytuowany na wzgórzu hangar jest zbyt wystawiony na ostrzał i przeniesiono je do budynków majątku rolnego hrabiego Ciechanowskiego.
Zwożono natomiast nadal sprzęt lotniczy i elementy konstrukcji lotniczych do hangaru. Według relacji p .Władysława Nowaka w hangarze pozostawiono tylko 4 szybowce SG-38, a resztę wywieziono i nie wiadomo mu było dokąd. Wspomina, że zwożono tam zbiorniki na paliwo (tzw .bomby).
Rodzina państwa Nowaków pełniła na Parcinie funkcję dozorców i zamieszkiwała tam do wyzwolenia Grodźca. Według relacji świadków wyzwolenia oraz p. Władysława Niemcy wynieśli się w nocy przed 27 stycznia. Wspomina również fakt ostrzelania hangaru przez sowieckie myśliwce i to nie były przypadki sporadyczne. Jednak nikt nie ucierpiał.
W dniu wyzwolenia tj. 27 stycznia rano nastąpiło natarcie wojsk sowieckich z kierunku Gródkowa i Psar. W wyniku ostrzału z czołgów (?) jeden z pocisków uderzył w zbocze i nie eksplodował, natomiast dwa trafiły w narożnik północno-zachodni hangaru uszkadzając go znacznie (zniszczone zostało malutkie mieszkanie państwa Nowaków, a drugi pocisk drugi trafił w dach i od odłamków uszkodzone zostały dwa złożone szybowce)…. Rodzina Nowaków ten szturm przetrwała w piwnicy na węgiel pod mieszkaniem.
Gdy do hangaru podeszli Sowieci i okazało się, że nie ma już Niemców - rodzina ewakuowała się z Parciny do Grodźca. Zatem hangar w stanie uszkodzonym pozostał bez opieki. Niemcy nie ewakuowali zgromadzonego sprzętu ani też szybowców. Co prawda krąży fama, jakoby Niemcy próbowali ewakuować sprzęt, ale uniemożliwiono im to poprzez sabotaż. Jednak wieść ta nie znalazła potwierdzenia. Wojska wyzwoleńcze też nie zabezpieczyły hangaru.
Nie wiadomo co by było dalej, gdyby nie powrót przedwojennych instruktorów. Biuletyn okolicznościowy Aeroklubu Śląskiego podaje ich nazwiska bez imion i byli to Imieliński(Tomasz) Habryka (?) i St. Kwaśniak. Zamieszkali oni w hangarze i pilnowali dobytku pozostawionego przez Niemców. Tak rozpoczyna się nowa karta w historii szkoły na Parcinie
Artykuł - Kazimierz Rauchfleisch


STRONA ISTNIEJE OD: 07.12.2010